Gość

Pewnego dnia wszedł do naszego domu wielki czarny pies i usiadł w salonie przyglądając się nam ze spokojem. Wszyscy krzyknęli ze strachu: – Tato! W domu jest wielki pies!!
Ojciec podniósł głowę znad gazety, którą właśnie czytał i powiedział: – Trzeba go wygodnić!
Nie ruszył się jednak i powrócił do lektury ulubionej gazety. Brat krzyknął: – Podejdę do niego i sam go wyrzucę z domu!
Siostra mu odpowiedziała: – Zwariowałeś? Jakże mógłbyś podejść do niego? A może jest wściekły i ugryzie cię?
Mama podniosła wzrok znad wełnianego swetra, który właśnie dziergała dla mojego braciszka i rzekła: – Weź kij, ale odpowiednio gruby i długi, abyś mógł łatwo go wygonić, bo to okropny pies!
Ten zaszczekał głośno: – Hau, hau, hauuu!
Brat bał się do niego zbliżyć, podobnie jak my, ale tato nie podniósł głowy znad gazety. Ja byłem jeszcze bardzo mały i bałem się tak bardzo, że z przerażenia nie mogłem ruszyć się z miejsca.
Po jakimś czasie pies opuścił nasz dom, podobnie jak do niego wszedł. Sądziliśmy, że to z powodu hałasu, jaki towarzyszył jego przybyciu. Psy bowiem potrzebują do życia całkowitego spokoju. Kiedy pies zniknął, zniknął także strach z mego serduszka, a na twarzach wszystkich rysowało się szczęście. Również na twarzy mojego taty, który spokojnie i z uśmiechem nadal czytał swoją niezwykle ciekawą gazetę.

źródło: „Archetyp Wielkiej Matki” Albo, albo. Inspiracje Jungowskie.
zdjęcie znalezione w sieci